Rzucanie palenia – moja droga do sukcesu.

Nadszedł czas na podzielenie się moim sposobem na rzucanie palenia. Za chwilę przeczytasz w jaki sposób z nałogowca – osoby wypalającej średnio paczkę papierosów dziennie zmieniłem się w człowieka wolnego od nałogu. W 100% wolnego. Pamiętasz? Taki był mój powód by rzucić palenie. Chciałem być wolnym człowiekiem. Moją drogę do wolności zaplanowałem więc w najdrobniejszych szczegółach.

Chciałem ułatwić sobie odniesienie sukcesu. Z mojego doświadczenia zawodowego wiedziałem, że planowanie jest ważne. Pamiętaj o tym. Przygotuj się do rzucenia palenia a rzucanie palenia nie będzie takie trudne. Możesz to zrobić tak jak ja to zrobiłem. 🙂

Plan jaki jest każdy widzi.

Przejdę od razu do rzeczy. W pierwszej kolejności wyznaczyłem sobie termin od kiedy stanę się wolny od nałogu. Ten dzień nie był przypadkowy. Był pierwszym dniem mojego urlopu. Prawie trzytygodniowego urlopu. Wypadał, jak się później okazało, dokładnie 30 sierpnia 2007 roku. Ha, właśnie sobie uzmysłowiłem, że nie palę już prawie 7 lat. W tym czasie tylko raz chciałem sięgnąć po papierosa. Bezskutecznie. ?

Nie mniej ważne od samego terminu rzucenia palenia było to kiedy wyznaczyłem sobie tę datę. Nie była to połowa sierpnia. Nie był to początek sierpnia. Nie był to nawet początek wakacji. Termin rzucenia palenia określiłem po powrocie z majówki, kiedy uzgodniliśmy z żoną, że na urlop jedziemy pod koniec sierpnia. Nie wiedziałem jeszcze wtedy czy będzie to 20, 27, czy 30 sierpnia. Wiedziałem jednak, że pod koniec sierpnia rzucę palenie. Dlaczego to było tak ważne i do czego potrzebowałem tej daty? Chciałem się odpowiednio do rzucenia palenia przygotować i pomóc sobie przejść przez ten proces jak najmniej boleśnie by nie był to ciągły proces zwany rzucanie palenia. Tak sobie wtedy myślałem. Miałem na to 3 i pół miesiąca. Nie zmarnowałem, żadnego dnia. Będąc aktywnym palaczem każdego z nich przygotowywałem się mentalnie na rzucenie palenia.
Nie mniej ważne było to, że o moim planie wiedzieli moi bliscy oraz współtowarzysze niedoli – co wzmacniało moją motywację. Szczególnie, że współpalacze nie bardzo wierzyli, że mi się uda i dawali mi to od czasu do czasu odczuć. Na moje szczęście. 🙂

Jak pomogłem sobie odnieść sukces.

Wiedziałem, że palenie papierosów to nawyk i jak każdego nawyku można się go pozbyć. Dlatego też, aby go zrozumieć, zacząłem analizować siebie jako palacza. Kiedy palę? Jakie aktywności towarzyszą mojemu paleniu? Jakie myśli / uczucia są związane z papierosem – gdy go zapalam, zaciągam się, gaszę? Co daje mi zapalenie papierosa? Spisywałem sobie swoje obserwacje nie zmieniając zarówno ilości wypalanych papierosów jak i okoliczności, w których paliłem.
Pierwszego papierosa zapalałem po wyjściu z domu do pracy. Gdy tylko opuszczałem swój dom wyciągałem z teczki paczkę papierosów i „zaliczałem” pierwszego papierosa w ciągu dnia. Nie tuż po podniesieniu się z łóżka. Nie po pierwszej, porannej kawie. Nie po śniadaniu a właśnie po wyjściu z domu. Drugiego zapalałem przed wejściem do pracy – opóźniając niejako moment jej rozpoczęcia. Kolejne papierosy ulatywały z dymem w ciągu dnia. W mniej więcej jednakowych odstępach czasu: co 45-50 minut. Dzięki nim każdego dnia pracy zyskiwałem 8 – 10 kilkuminutowych przerw co pozwalało mi się zrelaksować i zasadniczo podnieść moją efektywność. 🙂
Kolejny papieros po wyjściu z pracy – podobnie jak o poranku. Następny tuż przed dotarciem do domu. W domu – a właściwie na balkonie – wypalałem jeszcze trzy, cztery papierosy. Ostatniego z nich przed pójściem spać. A będąc bardziej precyzyjnym – przed wymyciem zębów. W dni wolne paliłem zasadniczo mniej. Paczka spokojnie wystarczała na weekend. Zazwyczaj coś zostawało na poniedziałek.

Rzucenie palenia. Czyżby konieczność?

Do czasu, gdy nie zacząłem analizować swojego palenia myślałem, że palę bo lubię. Okazało się, że wcale nie. Nie lubiłem palenia. Lubiłem zaciągać się dymem papierosowym. A tak naprawdę to lubiłem pierwsze dwa, trzy zaciągnięcia. Kolejne nie były już tak przyjemne. Zdałem sobie również sprawę, że papierosy zaczęły mi śmierdzieć. Zwyczajowo po każdym papierosie żułem gumę. Tłumaczyłem to sobie tym, że robię to by nie pachniało mi z ust papierosem. Gdy się nad tym zastanowiłem to chodziło o zabicie smaku papierosa. Mimo, że paliłem mentolowe.
Zacząłem się również zastanawiać co powodowało, że w tygodniu paliłem więcej. Duuuużo więcej. Odpowiedź okazała się oczywista – papierosy dawały mi możliwość oderwania się od pracy. Złapania chwili wytchnienia. Przerwę od codziennej rutyny. W drugiej kolejności ważny był kontakt ze znajomymi w pracy. Co ciekawe. W domu papieros dawał mi to samo co w pracy – czas na przerwę (prawie jak baton :-)). Gdy to sobie uzmysłowiłem pomyślałem, że rzucenie palenia powinno być łatwiejsze niż się tego spodziewałem. 🙂

Znałem powód i wiedziałem jakie są moje nawyki związane z paleniem. Wiedziałem już dlaczego palę i dlaczego chcę rzucić. Dzięki analizie dnia pod kątem palenia poznałem co wyzwala u mnie potrzebę zapalenia papierosa. Zajęło mi to trochę czasu i wysiłku, ale dotarłem do tej wiedzy. Wiedzy tkwiącej wewnątrz mnie. Jednak nie tylko na tym oparłem swoją strategię dojścia do celu jakim było rzucenie palenia.

Dwie ważne zmiany ułatwiające rzucanie palenia.

Do swojej codziennej życiowej rutyny wprowadziłem dwie zmiany. Zmiany, które zgodnie z moją hipotezą powinny pomóc mi skutecznie rzucić palenie. Jedna globalna, druga związana bezpośrednio z paleniem.

Tę łatwiejszą było ciągłe deklarowanie sobie terminu rzucenia palenia. Przypominałem sobie o nim w trakcie zapalania i gaszenia każdego wypalanego papierosa. Tak naprawdę rzucanie palenie rozpocząłem już wtedy. Programowałem się na rzucenie palenia. Wtłaczałem w swój mózg przekonanie, że pod koniec sierpnia nie palę. Zaobserwowałem u siebie ciekawą zmianę w towarzyszących mi emocjach związanych z tą deklaracją. Na początku było mi to kompletnie obojętne – ale realizowałem swój plan konsekwentnie. Po jakimś czasie przyszedł moment niechęci czy też obawy przed rzuceniem palenia. Następnie powoli zacząłem oswajać się z tą myślą by w końcu cieszyć się na czekający mnie sukces. Zapytasz dlaczego w takim razie nie rzuciłem palenia wcześniej? Dlaczego czekałem do pierwszego dnia urlopu?

Pierwszym powodem była druga zmiana, którą wprowadziłem w swoim życiu – ta globalna. Podejmując decyzję o rzuceniu palenia podjąłem jeszcze decyzję o tym, że schudnę. Wyzwalaczem obu była majówka i wyprawa w słowackie tatry gdzie po dwóch pierwszych dniach łażenia po górach miałem wszystkiego szczerze dosyć. Nie dość, że ciążył mi mój 20 kg plecak ze zbędnym balastem to jeszcze pomagałem sobie papierosami. Wtedy powiedziałem dość. Zastanawiałem się od czego zacząć – najpierw papierosy czy może najpierw zrzucenie balastu. Doszedłem do wniosku, że najpierw schudnę. Postawiłem sobie konkretny cel: miałem być 20 kg lżejszy do urlopu. W końcu jechałem w ciepłe kraje – trzeba było jakoś wyglądać. No i schudłem. Podszedłem do tego w podobny sposób jak do palenia – ale to nie jest blog o chudnięciu więc pozwólcie, że pominę szczegóły. Istotne jest to co dało mi schudnięcie. Uwierzyłem, że mogę przenosić góry. Skoro w kwartał byłem w stanie pozbyć się 20 kilogramów i czuć się świetnie to nic nie mogło stanąć na przeszkodzie by rzucić palenie. Wierz mi – to bardzo pomaga. Szczególnie w trudnych chwilach. A poza tym sukces rodzi sukces. Tak to działa w przyrodzie. Na szczęście. 🙂
Drugim powodem było to co dawał mi urlop i zmiana otoczenia.

Rzucenie palenia stało się rzeczywistością.

No i nadszedł dzień urlopu – pierwszy dzień wolności od palenia. A jednocześnie nagroda za odniesiony już wcześniej sukces – zrzucenie kilogramów. Pamiętam ten dzień całkiem dobrze, mimo że minęło już prawie 7 lat. Pobudka po 4:00 bo na 5:00 wyznaczona była zbiórka na Okęciu. Pozytywnie nastrajająca mnie myśl, że jadę na fantastyczny urlop a na dodatek już nie palę papierosów. Toaleta poranna, ostatnie sprawdzenie, czy wszystko zabraliśmy. Taksówka na lotnisko. Hala odlotów. Wylot z Warszawy. Wreszcie Grecja – moje miejsce na ziemi, do którego zawsze wracam z ogromną radością. I ta wspaniała myśl, że jestem wolnym człowiekiem. 🙂

Urlop w moim procesie rzucenia palenia miał dosyć istotny dla mnie element wspomagający. Pozwolił zmienić otoczenie, a co za tym idzie wyeliminować z niego elementy, które w większości przypadków wyzwalały u mnie chęć zapalenia papierosa. Dzięki temu, że wyjechałem z domu, na wakacje, nie musząc nic robić przez bite dwa tygodnie – nie musiałem również robić sobie od niczego przerwy. I szczerze Wam się przyznam to był najlepszy urlop na jakim byłem. Niezapomniany. Wspaniały. Pierwszy urlop człowieka wolnego od nałogu, ale … No właśnie – było jedno małe „ale”. Naprawdę nie wiele brakowało bym poległ.

To był trzeci albo czwarty dzień urlopu. „Drobna” sprzeczka z moją kochaną małżonką, która skończyła się zabraniem książki i udaniem się do baru przy basenie by ukoić swoje nerwy szklaneczką zimnego piwa i dokończyć rozdział. O to była właśnie ta drobna awantura. O ten rozdział. W końcu byłem na wakacjach więc chyba miałem prawo się „ponudzić”. Musiałem zrobić sobie przerwę od żony. Byłem już dobrze za połową piwa i dosłownie tuż przed końcem rozdziału gdy poczułem zapach dymu z papierosów. Stolik obok, kilkoro naszych byłych sojuszników zza wschodniej granicy raczyło się trunkami, wypuszczając w moją stronę dym papierosowy. Wtedy po raz pierwszy i jedyny pomyślałem o zapaleniu papierosa. Stres związany z kłótnią z żoną i nawykowa przerwa zrobiły swoje. W mojej głowie pojawiła się taka mniej więcej myśl: Masz dwie możliwości, albo podejdziesz do nich i poprosisz o papierosa, albo zamkniesz książkę, wstaniesz od stolika i wrócisz do pokoju. Mój wewnętrzny głos oczywiście podpowiadał idź po papierosa. Wiedziałem jednak z doświadczenia, że jak wezmę od nich fajka to już po mnie. I po niepaleniu. Wrócę do nałogu. Wrócił zdrowy rozsądek a w głowie zagościło przyswajane przez ostatnie kilkanaście tygodni zdanie: rzucam palenie bo chcę być wolnym człowiekiem. Gdy przypomniałem sobie dlaczego nie palę – możesz wierzyć, albo nie wierzyć – w mojej głowie pojawiły się pozytywne myśli. I emocje związane z radością bycia człowiekiem wolnym od nałogu. Zamknąłem książkę. Dopiłem piwo. Podniosłem się i odszedłem. Z poczuciem ogromnej satysfakcji ze zwycięstwa. To był ostatni raz kiedy pomyślałem o zapaleniu papierosa jako chęci/potrzebie. Zdałem sobie wtedy sprawę, że tak naprawdę to nie muszę walczyć z nałogiem. Nie zmagam się codziennie z myślą o zapaleniu papierosa. Nie mam ku temu żadnych powodów, bo wcześniej sobie już wszystko w głowie poukładałem. Dowód przeprowadziłem w barze przy basenie. To było niezwykle budujące doświadczenie. Tamtego wieczoru dodatkowo nagrodziłem się za swój sukces. Wspólnie z żoną, która cały czas mnie wspierała w wytrwaniu w niepaleniu, wypiliśmy domowej roboty greckie wino. Jeśli piłeś w Grecji domowej roboty greckie wino to wiesz jakie jest wyborne. To była wspaniała nagroda. Szkoda, że tak wspaniale smakuje tylko wieczorem w Grecji. 🙂

Od 30 sierpnia 2007 roku jestem w 100% wolny od nałogu. Od tamtego czasu nie wziąłem do ust wyrobów tytoniowych w żadnej postaci. I jestem z tego powodu naprawdę dumny. Ty też możesz tego doświadczyć. Teraz cieszę się, że moje dzieci wychowują się w domu bez papierosa. Mam nadzieję, że również dzięki temu nie będą w swoim życiu palić.

Moje klucze (wytrychy) do sukcesu.

Czas na krótkie podsumowanie dlaczego moim zdaniem mi się udało. Zamknę to w kilku punktach.

  1. Miałem konkretny, własny powód dla rzucenia palenia.
  2. Przeprowadziłem analizę swoich zachowań / nawyków, które podtrzymywały nałóg. Zrozumiałem ich mechanikę po to by je zmienić.
  3. Codziennie, konsekwentnie deklarowałem chęć rzucenia palenia i swój powód.
  4. Osiągnąłem inny sukces, który pozwolił uwierzyć mi, że mogę!!!
  5. Zmieniłem otoczenie, co umożliwiło wyeliminowanie codziennych nawyków związanych z papierosami.
  6. Nagradzałem się za swój sukces.

Czyż to nie jest całkiem łatwe jeśli robić to w taki sposób? Chciałbym, żebyś zdał(-a) sobie sprawę, że jeśli chcesz rzucić papierosy w diabły to Ci się uda. Skąd wiem. Bo mnie się udało. Musisz tylko podejść do tego z głową. Nie na hura. Nie jak do walki z samym sobą. Systemowo. Jestem żywym przykładem, że można się do tego dobrze przygotować i nie trzeba wtedy stosować żadnych wspomagaczy czy imitatorów papierosy. Istotna jest silna wola + odpowiednie podejście. Takie jest moje doświadczenie. Jeśli Ty nie spróbujesz to nie dowiesz się czy ten sposób zadziała również na Ciebie. Do wakacji pozostało akurat tyle czasu by dać sobie szansę na sukces. Doświadczenie to jedyny nauczyciel. Zobacz co przyniesie właśnie Tobie.

Dziękuję Ci za przeczytanie mojej historii jak stałem się człowiekiem wolnym od papierosa. Rzucenie palenia jak widzisz wcale nie musi być trudne. Wymaga tylko trochę systematyczności i wysiłku. W zamian daje ogromną satysfakcję i radość. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Ma też niebagatelny wpływ na nasze zdrowie i zdrowie innych osób z naszego otoczenia. Wiem, wiem – do mnie to też nie przemawiało. 🙂
Jeśli podoba Ci się mój sposób na niepalenie, uważasz że może pomóc w rzuceniu palenia Twoim bliskim, przyjaciołom, znajomym nie wahaj się i udostępnij ten wpis na facebooku lub wyślij im linka do mojego bloga http://jakrzucilempalenie.pl. Bardzo mnie również ucieszy, jeśli podzielisz się swoją opinią w komentarzu poniżej.

Dziękuję za Twój czas i mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce.
:-Darek

Czytaj dalej. 🙂
Zapisz się na newsletter jeśli masz ochotę przeczytać kolejne wpisy.

Dodaj komentarz

1 × one =